
Małże to niezwykłe organizmy, które od milionów lat dominują w ekosystemach wodnych - od głębin oceanów po źródła potoków. Są długowieczne, niektóre gatunki żyją nawet kilkaset lat. Mimo to w ostatnich dekadach ich liczebność drastycznie maleje. Nowe badania polskich naukowców – dr. hab. Tadeusza Zająca i dr hab. Katarzyny Zając, profesorów Instytutu Ochrony Przyrody PAN - rzucają światło na przyczyny tego zjawiska.
Ich najnowsza publikacja w czasopiśmie „Scientific Reports” (https://doi.org/10.1038/s41598-025-91926-9) dotyczyła rozrodu i śmiertelności małży z rodziny Unionidae (skójkowate), których larwy są okresowymi pasożytami ryb słodkowodnych.
„Małże słodkowodne należą do najbardziej zagrożonych grup zwierząt na świecie, jednak czynniki powodujące spadek ich liczebności są nadal słabo poznane” - powiedział w rozmowie z PAP prof. Tadeusz Zając.
Naukowcy z IOP PAN przeanalizowali historię życia kilkuset małż zagrożonego gatunku Unio crassus w czterech polskich rzekach i zauważyli, że mają one niezwykle elastyczne terminy rozrodu - czasami rozpoczynają lęgi wraz z końcem zimy, czasami dopiero na początku sierpnia. Jednak zdecydowana większość rozpoczyna rozród, gdy temperatura wody przekroczy 5 st. C.
"Oczywiście te, które przystępują do rozrodu najwcześniej, mają najdłuższy okres rozmnażania i mogą wyprowadzić najwięcej lęgów - nawet siedem w ciągu sezonu. Wydawać więc by się mogło, że im szybciej robi się ciepło, tym większy będzie ich sukces rozrodczy. Ale wcale tak nie jest. Bo ocieplenie dotyczy nie tylko przedwiośnia, ale także lata. A zbyt wysokie temperatury latem, czyli w szczycie sezonu rozrodczego, zwiększają śmiertelność małży i powodują, że produkują mniej młodych" - wyjaśnił specjalista.
Z czego to wynika? Zdaniem prof. Zająca kluczowa jest dostępność pokarmu i temperatura wody. Gorące lata sprawiają, że dużo małży ginie, a te, które przetrwają, muszą wkładać prawie całą swoją energię w ochronę przed temperaturą oraz przed różnego rodzaju patogenami (np. bakteriami i przywrami), których zdecydowanie więcej jest w ciepłej wodzie. "Zużywają na to praktycznie całą energię, a nie mogą odnowić jej zapasów, bo są filtratorami zależnymi od tego, co jest zawieszone w toni wodnej. Nie mogą w razie potrzeby sobie dojeść. Na rozród nie starcza już więc zasobów i muszą z niego zrezygnować" - wytłumaczył ekspert.
"Czyli choć lęgi zaczynają się wcześniej, to przy zbyt wysokich temperaturach także dużo wcześniej się kończą. Gdy taka sytuacja powtarza się co roku, małże tracą dziesiątki pokoleń potomstwa" - podkreślił.
Jak dodał, zjawisko wymierania małży jest obserwowane w całej Europie. Nie dotyczy jedynie rzek zimniejszych, takich jak San, gdzie małże nadal mogą wyprowadzać pięć, sześć lęgów rocznie i nie widać wzrostu ich śmiertelności. W pozostałych badanych rzekach coraz częściej kończą rozród na jednym lub dwóch lęgach w sezonie. Prowadzi to do sytuacji, gdy nie wystarcza młodych małży, by zagwarantować zastępowalność umierających osobników nowymi.
"Jednym słowem - podwyższone temperatury mogą działać jak zegar ograniczający czas na rozród" - podsumował prof. Zając.
Dodał, że nie ma obecnie w Europie ani jednego dużego małża, którego nie dotyczy spadek liczebności. "Zresztą w morzach także jest to duży problem i to nie tylko ekologiczny, ale również gospodarczy, dziesiątkujący farmy hodowlanych małży i powodujący duże straty finansowe" - powiedział.
"Pamiętam z dzieciństwa, że chodząc nad brzegiem rzeki człowiek dosłownie potykał się o małże i kaleczył o nie stopy. Na jeden metr bieżący rzeki przypadało nawet 1000-1500 skójek. A teraz to właśnie one są najbardziej zagrożone; niektórzy znają je już tylko ze zdjęć" - przypomniał.
Potrzebne są więc pilne działania na rzecz ochrony tej grupy zwierząt, a kluczową rolę odgrywają w nich ochrona siedlisk i przeciwdziałanie skutkom zmian klimatu, np. poprzez uspokojenie przepływu wody w rzekach czy ograniczenie zanieczyszczeń. Biolog zwrócił również uwagę na problem wycinania lasów i krzewów nad rzekami, co powoduje ich silniejsze nagrzewanie. Zaprzestanie tego procederu obniżałoby lokalną temperaturę wody i sprzyjało przetrwaniu małży.
Dodatkową opcją byłoby przesiedlanie tych zwierząt do miejsc z bardziej optymalnymi dla nich warunkami, czyli np. rzek zasilanych wodami podziemnymi lub mających naturalne mechanizmy schładzania. Jednak zdaniem profesora realne wdrożenie takich metod na szeroką skalę jest trudne.
Pomimo opisanych zagrożeń prof. Zając pozostaje umiarkowanym optymistą. "Małże są organizmami nieprawdopodobnie plastycznymi i potrafią dostosowywać się do nowych warunków. I choć zapewne do końca nie wyginą, to w pewnych miejscach świata na pewno tak się stanie. Musimy zrobić wszystko, by uchowało się ich jak najwięcej, bo tylko wtedy będą miały szansę na ewolucyjne dostosowanie się do nowej rzeczywistości" - podsumował.
Nauka w Polsce, Katarzyna Czechowicz (PAP)
kap/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.