Badanie: o ochronie miejskiej przyrody ekolodzy i planiści mówią innymi językami. Tracą mieszkańcy

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Ekolodzy i planiści przestrzeni miejskiej na ochronę bioróżnorodności patrzą z różnych perspektyw, a ich języki są rozbieżne – wynika z analiz naukowców. Współautorka badania dr Magdalena Lenda ostrzega, że brak porozumienia w tym zakresie to strata dla miejskiej przyrody, ale i mieszkańców.

– Postanowiliśmy sprawdzić, jak autorzy prac naukowych – ekolodzy oraz planiści przestrzeni – piszą o bioróżnorodności ptaków i jakie dają rady, by ją poprawiać – mówi PAP badaczka z Instytutu Ochrony Przyrody PAN.

Według dr Lendy do podniesienia różnorodności biologicznej w miastach - a więc zwiększenia bogactwa gatunków - nie wystarczy sama wiedza biologiczna. Potrzebna jest perspektywa planistyczna, bo każdy skrawek miejskiej przestrzeni musi być zaprojektowany tak, by nie szkodzić mieszkańcom i nie utrudniać im życia.

Dr Magdalena Lenda przypomina, że obecność wody i drzew w pobliżu miejsca zamieszkania nie tylko dobrze wpływa na zdrowie, łagodzi fale upałów i chroni przed suszą oraz powodziami, ale i poprawia dobrostan mieszkańców. Elementem bioróżnorodności w miastach są również ptaki. – Badania wskazują, że kontakt z ptakami za oknem czy w ogrodzie poprawia zdrowie psychiczne. Oczywiście to nie zastąpi porady lekarskiej czy farmakoterapii, ale jest świetnym, naturalnym wsparciem – przypomina ekolożka.

Ochrony bioróżnorodności dotyczy porozumienie z Kunming-Montreal z 2022 roku. Jest tam m.in. mowa o znaczeniu w miastach terenów zielonych (bogatych w rośliny) oraz niebieskich (wodnych). Zwrócono tam uwagę, że ważny jest równy dostęp ludzi do przyrody. – Chodzi o to, by zielone dachy, parki kieszonkowe czy łatwy dojazd do lasu miejskiego były w zasięgu wszystkich mieszkańców, a nie tylko tych najbogatszych – podsumowuje badaczka zapisy porozumienia.

W ramach analizy https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0169204626001374 badacze wykorzystali narzędzia AI do porównania grup tekstów planistycznych i ekologicznych odnoszących się do realizacji tych celów.

– Szukaliśmy podobieństw i różnic, jeśli chodzi o podejście do bioróżnorodności w mieście. Okazało się, że języki ekologów i planistów kompletnie się mijają. Istnieją dwie zupełnie różne perspektywy i niemal brak obszarów wspólnych. Jedynym spoiwem był ogólny deklarowany cel – ochrona przyrody – opisuje badaczka.

Planiści – jak wynikło z analiz – skupiali się głównie na technicznej realizacji i wykonalności prac. Pisali np. o kosztach, logistyce i o tzw. connectivity, czyli o tym, by tereny zielone były połączone korytarzami i organizmy mogły się pomiędzy nimi bezpiecznie przemieszczać. – Zupełnie jednak pomijali konkretne wymagania siedliskowe gatunków. Ptaki zaś to przecież nie jest jednolicie reagująca masa; to zespół konkretnych gatunków o specyficznych potrzebach. A to struktura wewnętrzna obszarów jest decydująca, jeśli chodzi o to, jak poradzą sobie tam poszczególne gatunki – wskazuje dr Lenda.

Ekolodzy i biolodzy z kolei interesowali się innymi aspektami bioróżnorodności. Pisali np. o gatunkach rodzimych i obcych, zwracali uwagę na ruch samochodowy i zanieczyszczenie światłem, jednak kompletnie ignorowali kwestie wykonalności swoich postulatów w realiach żywego miasta. - Proponowali rozwiązania abstrakcyjne, skrajnie restrykcyjne, które w strukturze miejskiej nie mają szans się przyjąć – zwraca uwagę badaczka.

– Co najbardziej uderzające: żadna z tych grup w analizowanych pracach nie pisała o społecznej funkcji terenów zielonych. Obie te grupy pisały o przyrodzie, ale całkowicie pomijały wymiar zdrowia mieszkańców czy problem sprawiedliwości społecznej – czyli zapewnienia równego dostępu do zieleni dla wszystkich, bez względu na zamożność dzielnicy – dodaje.

Zdaniem dr Lendy różnice w stosowanym języku ekologów i planistów przekładają się na konkretne konflikty w terenie. Podała przykład koszenia trawników. Planiści najchętniej kosiliby jak najczęściej, „do gołej ziemi” ze względów estetycznych czy porządkowych. Ekolodzy z kolei alarmują, że po radykalnym koszeniu trawy zwierzęta tracą cień, schronienie i nasiona, które są ich pożywieniem.

Kolejną kością niezgody są tzw. miejskie nieużytki – zarośla, stare sady, opuszczone tereny. Planiści nie widzą w nich sensu, uważają, że wszystko musi być zarządzane przez człowieka. Dla ekologów te dzikie enklawy mają zaś gigantyczną wartość biologiczną.

Ekolodzy również widzą jednak tylko jedną stronę medalu. W ich publikacjach - opowiada dr Lenda - nagminnie pojawiają się zalecenia typu: „zamknijmy dany teren całkowicie dla ludzi”. – Ale miasto jest przede wszystkim dla mieszkańców! Jeśli zaczniemy robić tam rezerwaty zamknięte dla ludzi, wywołamy konflikty społeczne - oceniła. Jej zdaniem zamiast zakazów wstępu potrzebne jest mądre planowanie kompromisowe. Jako dobry przykład podała Łąki Modraszkowe w Krakowie. Poprowadzono tam ścieżki przyrodnicze i postawiono tablice edukacyjne. – Ludzie, kiedy dowiadują się, dlaczego nie powinni schodzić z tras, w ogromnej większości szanują te zasady - ocenia.

Badaczka opowiada, że kiedy pracowała w Australii ekolodzy zapraszali na spotkania do uczelni architektów, planistów i polityków, i w nieformalnej atosferze omawiali wspólne spojrzenie na wyzwania w ochronie przyrody. Jej zdaniem w Polsce brakuje takich platform porozumienia.

– Jesteśmy na początku drogi, ale nasze badania jasno pokazują kierunek: jeśli nie znajdziemy wspólnego słownika i jako eksperci nie wyjdziemy z własnych baniek, ochrona miejskiej przyrody pozostanie jedynie martwym zapisem w międzynarodowych traktatach – zwraca uwagę.

Ludwika Tomala (PAP)

lt/ zan/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Na zdjęciu dr Franck Zal. Źrodło: EPO

    Francuski naukowiec znalazł sposób na przedłużenie przydatności narządów

  • Fot. Adobe Stock

    Zbadano, jak zmienia się mózg osób niewidomych od urodzenia

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera