Prof. Szczeklik: człowieka w skrajnej hipotermii często trudno odróżnić od martwego

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Coraz więcej osób w ciężkiej hipotermii trafia na SOR-y oraz intensywną terapię – ostrzegł anestezjolog z Krakowa prof. Wojciech Szczeklik. Zaznaczył, że człowieka w skrajnej hipotermii często trudno odróżnić od martwego. Przypomniał też główne zasady udzielenia pomocy osobom w hipotermii.

Hipotermia to stan, kiedy organizm traci ciepło szybciej niż potrafi je wytwarzać, a temperatura głęboka ciała spada poniżej 35 st. C. Ciężka hipotermia występuje, gdy temperatura ciała spada poniżej 28 st. C - następuje wówczas zwykle utrata przytomności i zatrzymanie krążenia, pojawia się obrzęk płuc.

Z powodu silnych mrozów oraz tzw. czynnika chłodzenia wiatrem u niektórych osób może dojść do takiego właśnie silnego, zagrażającego życiu wychłodzenia organizmu. Może się to zdarzyć zarówno w górach, w lesie, jak i w środku miasta. Konieczne jest wówczas jak najszybsze udzielenie pomocy.

„Coraz więcej osób w ciężkiej hipotermii trafia na SOR-y i intensywną terapię” – zaalarmował na platformie X prof. Wojciech Szczeklik, kierownik Ośrodka Intensywnej Terapii Medycyny Okołozabiegowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

„Nie bądźmy obojętni – przeżywają ci, którzy otrzymali pomoc – dodał specjalista. – Niedawno nasz pacjent po ponad 1,5 godzinie zatrzymania krążenia w hipotermii wyszedł ze szpitala o własnych siłach”. Podkreślił przy tym, że jeżeli widoczne są oznaki życia, podstawą jest zapobieganie dalszemu wychłodzeniu oraz stopniowe ogrzewanie ciała.

Prof. Szczeklik przypomniał, jakie są główne zasady udzielenia pomocy osobom w hipotermii. „Jeżeli wychłodzony człowiek jest przytomny, w kontakcie i porusza się samodzielnie, zachęcaj do łagodnej aktywności, aby wytworzyć ciepło. Możesz też podać ciepły, słodki napój. Jeżeli nie spełnia tych warunków – zadzwoń pod 999 lub 112”.

Zanim jednak nadjedzie karetka pogotowia, warto udzielić doraźnej pomocy wychłodzonej osobie. Specjalista zalecił, żeby zdjąć mokre ubrania i okryć poszkodowanego suchą odzieżą lub kocami, jeśli tylko jest to możliwe.

„Odizoluj go od zimnego podłoża — umieść koce, ubrania lub inne warstwy izolacyjne między poszkodowanym a ziemią lub podłogą – doradził anestezjolog. – Osłoń poszkodowanego przed wiatrem lub przenieś go w miejsce osłonięte. Jeśli masz folię NRC (czyli ratunkową metalizowaną folię termiczną - przyp. PAP), użyj jej jako dodatkowej warstwy ochronnej – pamiętaj, że sama nie grzeje, a jedynie ogranicza utratę ciepła”.

Specjalista przypomniał, że w warunkach niskiej temperatury i silnego wiatru, a tym bardziej podczas mrozów, nikomu nie wolno podawać alkoholu. „Przejściowe uczucie ciepła tylko pogłębi wychłodzenie” – ostrzegł. Dodał, żeby w przypadku osób z zaburzeniami świadomości lub wyraźnym wychłodzeniem (np. zanik dreszczy), postępować „ostrożnie i delikatnie”, unikając gwałtownych ruchów.

Prof. Szczeklik zwrócił uwagę, że człowieka w skrajnej hipotermii często trudno odróżnić od martwego. Jak wtedy postępować? „Jeżeli nie ma oznak życia (oddech, tętno) rozpocznijmy resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO), uciskając klatkę piersiową – zalecił specjalista. – Warto zapamiętać, że chorego w głębokiej hipotermii możemy uznać za zmarłego dopiero po ogrzaniu”.

Z raportu opublikowanego przez „New England Journal of Medicine” (NEJM) wynika, że ludzie młodzi i w dobrym stanie zdrowia mogą przeżyć nawet głębokie wychłodzenie organizmu poniżej 28 st. C i to bez poważniejszego uszkodzenia mózgu. Choć ukazał się on już w 1997 r., wciąż jest aktualny i często cytowany w literaturze medycznej. Powołują się na niego lekarze.

W skrajnych przypadkach w leczeniu głębokiej hipotermii wykorzystuje się czasami krążenie pozaustrojowe. Polega ono na tym, że krew z organizmu wyprowadzana jest na zewnątrz. Wtedy przechodzi przez działający jak sztuczne płuco-serce aparat o nazwie ECMO (z ang. extracorporeal membrane oxygenation - pozaustrojowe utlenowanie krwi). Utlenia on krew, którą dodatkowo również podgrzewa, na przykład o 6-9 st. C. na godzinę. Dzięki temu temperatura wychłodzonego ciała stopniowo jest podnoszona, a jednocześnie pobudzane są „uśpione” narządy wewnętrzne.

Według NEJM, taką procedurę zastosowano u 32 spośród 46 badanych osób z głęboką hipotermią. Krążenie pozaustrojowe trwało u nich od 30 do 240 minut. U wszystkich tak leczonych pacjentów z czasem zanikały powodowane wychłodzeniem zaburzenia neurologiczne i neuropsychiczne.

Nawet po wielu latach u żadnej z tych osób nie stwierdzono uszkodzeń mózgu, choć obserwowano je przez 4-12 lat. U zaledwie jednego pacjenta w badaniach obrazowych przy użyciu rezonansu magnetycznego wykryto nieznaczny zanik móżdżka, który mógł być związany z głęboką hipotermią. U 15 pacjentów stwierdzono wieloletnie przeżycia.

Zbigniew Wojtasiński (PAP)

zbw/ agt/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • PAP/Adam Warżawa

    Neurolog: skutki udaru mózgu u dzieci utrzymują się całe życie; ważna szybka rehabilitacja

  • Fot. Adobe Stock

    Wrocław/ Terapia krwiopochodna w leczeniu stawów skroniowo-żuchwowych

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera