Z powodu dużych upałów w tym roku sinice zakwitły wyjątkowo wcześnie – powiedziała PAP dr Justyna Kobos z Uniwersytetu Gdańskiego. Pierwsze zakwity sinic na Bałtyku były obserwowane już w połowie czerwca, a zwykle pojawiają się w lipcu.
Sprawdzają się przewidywania, że ocieplenie klimatu może powodować wcześniejsze zakwity sinic, oraz że będą one dłuższe i intensywniejsze - skonstatowała w rozmowie z PAP dr Justyna Kobos z Zakładu Biotechnologii Morskiej Wydziału Oceanografii i Geografii Uniwersytetu Gdańskiego. Sinice (określane też jako cyjanobakterie) należą do fotosyntetyzująch bakterii.
- Z powodu ocieplenia klimatu wody Bałtyku szybciej się ogrzewają, a zakwity sinic są coraz wcześniejsze. Wynika to z faktu, że organizmy te mają coraz lepsze warunki do szybszego i dłuższego rozmnażania się (tzw. wydłużenie cyklu rozwojowego) – podkreśliła badaczka, która co roku przedstawia dane dotyczące intensywności zakwitów sinic w polskiej strefie brzegowej podczas międzynarodowych spotkań grup roboczych WGHABD (Working Group on Harmful Algae Bloom Dynamics) Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES) oraz Międzyrządowej Komisji Oceanograficznej UNESCO (IOC).
Zaznaczyła, że co roku sinice zakwitały nieco później. – Gdy zakwit pojawił się w ubiegły piątek, to nie chcieliśmy w to uwierzyć. W 2021 r. pojawił się 30 czerwca i to też nam się wydawało bardzo wcześnie – tłumaczyła dr Kobos. Dodała, że dotychczas zakwity sinic w polskiej strefie brzegowej z reguły odnotowywano w połowie lipca, czasami w połowie sierpnia. W jej ocenie świadczy to wydłużaniu się cyklu rozwojowego cyjanobakterii.
- Jeśli chodzi o Bałtyk, zakwity powoduje jeden gatunek sinic - Nodularia spumigena, typowy dla wód słonawych. Produkuje on toksynę - nodularynę, zaliczaną do hepatotoksyn, czyli związków uszkadzających wątrobę – wyjaśniła badaczka.
Dr Kobos zwróciła uwagę, że w wodach śródlądowych, jak jeziora, zróżnicowanie gatunków sinic jest większe niż w Bałtyku. - Produkują one bardzo różne toksyny, w tym neurotoksyny, dermatotoksyny, cytotoksyny. W Polsce u wybrzeża Bałtyku rzadko mogą pojawić się gatunki fitoplanktonu produkujące neurotoksyny – podkreśliła specjalistka. Dodała, że jest to problem na obszarach pełnomorskich, gdzie dochodzi m.in. do zakwitów toksycznych okrzemek, bruzdnic.
Według dr Kobos im więcej jest sinic, tym większe jest prawdopodobieństwo, że stężenie produkowanych przez nie toksyn będzie większe.
– Kilkanaście lat temu zrobiono badania, w których stwierdzono, że ocieplenie klimatu może sprzyjać dominacji tych szczepów sinic, które produkują toksyny – powiedziała badaczka. Zastrzegła, że nie wszystkie cyjanobakterie je wytwarzają.
Dr Kobos przypomniała, że najbardziej niebezpieczne jest picie wody zanieczyszczonej toksynami sinic. – Wody morskiej raczej się nie pije, ale może dojść do jej połknięcia w czasie rekreacyjnego pobytu na kąpielisku. Ale wtedy i tak narażenie na szkodliwe działanie hepatotoksyny jest mniejsze – mówiła specjalistka. Jednak wszystko zależy m.in. od czasu ekspozycji, czyli jak długo przebywamy w wodzie, oraz od stężenia toksyny. – Czasami wystarczy siedzieć na plaży blisko wody i wdychać unoszące się opary (aerozole, zawierające cząsteczki toksyn uwolnionych do wody z rozkładających się komórek sinic) i to również może powodować problemy zdrowotne – wymieniała dr Kobos.
Po jednym dniu można nawet nie odczuć skutków, po kilku dniach, zwłaszcza jeśli stężenie toksyny będzie wysokie, mogą się pojawić objawy. Hepatotoksyny zwykle powodują dolegliwości żołądkowo-jelitowe, takie jak nudności, wymioty, silne bóle brzucha oraz biegunkę. Mogą też wystąpić: gorączka bóle mięśni, głowy, osłabienie, dreszcze. W najcięższych przypadkach może dojść do uszkodzenia wątroby. Z kolei kontakt z dermatotoksynami może prowadzić do świądu, pieczenia, rumienia i pęcherzy na skórze. Najbardziej wrażliwe są dzieci, osoby starsze.
Dr Kobos podkreśliła, że kąpieliska są zamykanie z powodu zakwitów sinic na podstawie zmiany parametrów organoleptycznych wody – sygnałem jest jej zmętnienie. Polscy eksperci wspomagają się też zdjęciami satelitarnymi.
– Nikt nie prowadzi badań chemicznych, aby ocenić rodzaj toksyn czy ich stężenie. Ogólnie na kąpieliskach nie ma wymogu takich badań, co jest zgodne z Ramową Dyrektywą Wodną i rozporządzeniami Ministra Zdrowia w sprawie nadzoru nad jakością wody w kąpielisku i miejscu okazjonalnie wykorzystywanym do kąpieli (Dz.U. 2019 poz. 255). Jeśli zakwit dotyczy Bałtyku, to z reguły wiemy, że zakwit spowodowała Nodularia spumigena, ale w jeziorach sytuacja wygląda inaczej – tłumaczyła ekspertka.
W ocenie specjalistki, badania wody z zakwitających zbiorników byłyby potrzebne, żeby wiedzieć, czy są podstawy do zamknięcia danego kąpieliska. - Chociaż sprawdzenie przez mikroskop, czy zakwit tworzą gatunki potencjalnie toksyczne. Nie prowadzi się ich jednak z kilku powodów. Po pierwsze, chodzi o finansowanie, a po drugie, badania zajmują czas i wymagają zaangażowania specjalistów – tłumaczyła dr Kobos.
Zwróciła uwagę, że sinice występują we wszystkich typach wód, a w niewielkich ilościach są ważnym składnikiem biocenozy. Problemem stają się jedynie wtedy, gdy ich ilość jest za duża.
Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), ryzyko narażenia na toksyczne sinice i glony jest umiarkowane, gdy stojąc w wodzie po kolana widzimy swoje stopy, pomimo pewnego zmętnienia wody. Jednak jeśli stojąc po kolana byśmy stopy nie widzieli, to na pewno ryzyko narażenia na toksyny jest na tyle duże, że na pewno nie należy z takie wody korzystać podsumowała dr Kobos.
Joanna Morga (PAP)
jjj/ zan/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.