Trwa sezon grzybowy, więc wypatrujemy borowików, podgrzybków, kurek czy maślaków. Ale polskie lasy kryją znacznie więcej ciekawych grzybów, które potrafią świecić w ciemności, „krwawić” czy pachnieć padliną - mówi prof. Artur Gryszkin z Katedry Technologii Żywności i Przechowalnictwa UPWr.
„Żeby zobaczyć prawdziwe grzybowe osobliwości, nie trzeba jechać w tropiki. Przy odrobinie szczęścia znajdziemy je podczas spaceru po lesie” - podkreśla naukowiec z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP. Jednym z przykładów podanych przez profesora jest sromotnik bezwstydny (Phallus impudicus). Uwagę zwraca nie tylko jego charakterystyczny wygląd, ale przede wszystkim szybkie tempo rozwoju owocnika, który niemal rośnie w oczach.
„Ale jeszcze ciekawszy jest sposób, w jaki rozsiewa zarodniki. Sromotnik nie zdaje się wyłącznie na wiatr. Wytwarza intensywnie pachnącą substancję, która przyciąga muchy i inne owady. Te siadają na owocniku, a następnie przenoszą jego zarodniki dalej. Zapach, który dla człowieka jest wyjątkowo nieprzyjemny, dla grzyba okazuje się więc bardzo skuteczną strategią transportową” – opisał naukowiec.
Zapach padliny również wykorzystuje okratek australijski (Clathrus archeri), aby zwabić owady roznoszące jego zarodniki. Pochodzi z półkuli południowej, ale zadomowił się w Europie i występuje także w Polsce. „Nazywany jest potocznie diabelskimi palcami, ponieważ z początkowo białawego środka wyrastają intensywnie czerwone ramiona. No i faktycznie bardziej przypomina stworzenie z filmu science-fiction niż grzyba” – wskazał prof. Gryszkin.
Nie wszystkie grzyby odstraszają. Pierścieniak grynszpanowy (Stropharia aeruginosa) wygląda wręcz bajkowo. Jego kapelusz może przybierać intensywną zielononiebieską lub turkusową barwę. Prof. Gryszkin żartobliwie nazywa go „smerfnym grzybem”.
Niezwykłe są też opieńki (Armillaria). Niektóre struktury ich grzybni wykazują bioluminescencję i mogą emitować delikatne, zielonkawe światło. W odpowiednich warunkach drewno porażone przez grzyb rzeczywiście może więc świecić w ciemności. Jak tłumaczył naukowiec, zjawisko to od dawna pobudzało wyobraźnię ludzi i doczekało się nawet własnej nazwy – foxfire. Dziś jednak wiemy, że za leśnym światłem nie stoją duchy ani magia, lecz biochemia.
„Jeżeli komuś nadal mało grzybowych dziwactw, w Polsce występuje jeszcze kolczakówka piekąca (Hydnellum peckii). Jej młode, jasne owocniki mogą pokrywać się intensywnie czerwonymi kroplami cieczy. Efekt jest spektakularny – grzyb wygląda tak, jakby krwawił” – dodał profesor.
Naukowiec zastrzegł, by zajmując się grzybami, zawsze zachowywać ostrożność. Zbierając je z zamiarem zjedzenia, należy dokładnie sprawdzać, z jakim okazem mamy do czynienia, aby nie dostać zatrucia pokarmowego. Klasycznym przykładem pułapki jest muchomor zielonawy (Amanita phalloides), dawniej nazywany muchomorem sromotnikowym. Zawiera amatoksyny, w tym alfa-amanitynę, które mogą doprowadzić do ciężkiego, a nawet śmiertelnego uszkodzenia wątroby. Szczególnie niebezpieczny jest przebieg zatrucia. Objawy mogą się pojawić dopiero po wielu godzinach, kiedy toksyny rozpoczęły już niszczące działanie. Dodatkowym problemem jest to, że sam grzyb nie wygląda szczególnie złowrogo.
Jeszcze bardziej podstępny pod względem czasu działania jest zasłonak rudy (Cortinarius orellanus). Zawiera orellaninę, toksynę uszkadzającą przede wszystkim nerki. Objawy mogą wystąpić dopiero po kilku dniach. Chory może więc nawet nie łączyć swojego stanu z grzybami zjedzonymi znacznie wcześniej.
Niektórych grzyby są groźne nawet, gdy ich świadomie nie zjadamy. Mikroskopijne grzyby, między innymi niektóre gatunki z rodzaju Aspergillus, mogą rozwijać się w surowcach i żywności i produkować mykotoksyny. Do najbardziej znanych należą aflatoksyny – związki o silnym działaniu toksycznym i rakotwórczym. „W takim przypadku zagrożeniem nie musi być nawet sam żywy grzyb, lecz pozostawione przez niego metabolity” – tłumaczył naukowiec, cytowany w materiale uczelni.
Kolejny rodzaj niebezpieczeństwa to zakażenia grzybicze - wymienił prof. Gryszkin, wskazując przykład Candida auris - drożdżaka, mogącego powodować poważne zakażenia, szczególnie u osób hospitalizowanych. Dodatkowym problemem jest występująca u niego oporność na leki przeciwgrzybicze.
Ta sama zdolność grzybów do produkowania różnorodnych związków chemicznych, która może stanowić dla człowieka zagrożenie, jest jednocześnie powodem ogromnego zainteresowania nimi ze strony nauki. Prof. Gryszkin porównał grzyby do małych laboratoriów chemicznych i zaznaczył, że człowiek dostrzegł ich potencjał na długo przed narodzinami współczesnej farmakologii. W tradycyjnej medycynie chińskiej od stuleci wykorzystywano między innymi lakownicę lśniącą (Ganoderma lucidum), znaną jako Lingzhi lub Reishi oraz grzyby tradycyjnie określane jako Cordyceps/Ophiocordyceps.
Nie oznacza to oczywiście – co profesor wyraźnie podkreślił – że historyczne zastosowanie jakiejś substancji automatycznie dowodzi jej skuteczności klinicznej. Dawne obserwacje mogą jednak wskazywać kierunki, które współczesna nauka bada za pomocą chemii, biologii molekularnej i kontrolowanych badań klinicznych.
Innym ciekawym przykładem jest soplówka jeżowata (Hericium erinaceus). Zawarte w niej związki, m.in. hericenony i erinacyny, są badane w kontekście procesów neurotroficznych i funkcjonowania układu nerwowego. Wyniki części badań są interesujące, ale - jak podkreślił prof. Gryszkin - daleko stąd do stwierdzenia, że soplówka jest lekiem na choroby neurodegeneracyjne.
„Z naukowego punktu widzenia być może jeszcze ważniejsze od pytania, co grzyby mogą zrobić dla człowieka, jest pytanie, co robią dla całej biosfery” – zauważył prof. Gryszkin. I dodał, że są one jednymi z jej najważniejszych organizmów rozkładających i przetwarzających materię organiczną. Grzyby saprotroficzne rozkładają martwe drewno, liście i szczątki organizmów, dzięki czemu zawarte w nich pierwiastki mogą ponownie trafić do obiegu materii. Niektóre potrafią rozkładać nawet ligninę – niezwykle odporny składnik drewna.
„Mówiąc obrazowo, bez grzybów świat stopniowo zacząłby tonąć w martwej materii i odpadach biologicznych. Nie są one oczywiście jedynymi organizmami uczestniczącymi w rozkładzie – robią to także bakterie i inni przedstawiciele świata żywego – ale ich rola jest fundamentalna” – tłumaczył naukowiec. Jak podkreślił, jednym z interesujących kierunków badań jest mykoremediacja, czyli wykorzystywanie grzybów do oczyszczania środowiska. Badane są m.in. zdolności boczniaków i innych grzybów do rozkładania wybranych węglowodorów, barwników, pestycydów oraz pozostałości innych związków organicznych. Grzyby mogą również wiązać i akumulować niektóre metale obecne w środowisku.
Profesor zachęcił, aby - wracając do domu z koszem borowików, podgrzybków czy kurek - przestać patrzeć na las wyłącznie jak na spiżarnię. Pod stopami mamy bowiem fragment świata organizmów, które potrafią świecić, „krwawić”, tworzyć gigantyczne podziemne sieci, produkować śmiertelne toksyny i związki wykorzystywane przez medycynę, rozkładać jedne z najbardziej odpornych substancji organicznych i kolonizować nowe obszary. A ogromnej części tego świata najprawdopodobniej jeszcze nawet nie znamy. (PAP)
Nauka w Polsce
zan/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.