Bez mokradeł sobie nie poradzimy – są to tereny, które najlepiej zatrzymują wodę, ale też węgiel w glebach, przez co zwiększa się ich potencjał produkcyjny – powiedział PAP prof. Mateusz Grygoruk z SGGW, uczestnik pierwszej debaty klimatycznej w Sejmie RP, która odbywa się w poniedziałek.
W Sejmie w poniedziałek trwa Narodowa Debata o Bezpieczeństwie Klimatycznym Polek i Polaków. Organizatorzy chcą zmienić sposób, w jaki rozmawia się o klimacie. Naukowcy przygotowali dla polityków rekomendacje, które mają złagodzić wpływ globalnych zmian na obywateli, gospodarkę i środowisko naturalne Polski.
Prof. Grygoruk ocenił, że w obliczu antropogenicznej zmiany klimatu, coraz częstszych susz i coraz groźniejszych powodzi, ochrona i odtwarzanie mokradeł są niezbędne, byśmy mogli zapewnić sobie m.in. bezpieczeństwo żywnościowe.
- Są trzy najważniejsze powody, dla których ludzie nie poradzą sobie bez mokradeł. Po pierwsze, nie ma innej metody odzyskiwania nadmiaru azotu i fosforu z wód, które spływają z obszarów rolniczych do naszych rzek, niż utrzymywanie bagiennych stref buforowych – podkreślił prof. Mateusz Grygoruk z Centrum Badań Klimatu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, hydrolog mokradeł.
Nadmiar azotu i fosforu spływający do rzek, powodujący m.in. ich nadmierne zarastanie i wzrost ryzyka powodziowego, nie może być usunięty z wód żadną inną metodą. Według specjalisty można próbować np. kosić rzekę (koszenie rzeki polega na usuwaniu nadmiernej roślinności porastającej dna i koryta rzek - PAP), ale i tak, prędzej czy później, roślinność będzie odrastać i wymagać dalszych zabiegów. Bagienne strefy buforowe jako jedyne pozwalają na odzyskanie nadmiaru azotu oraz fosforu i oczyszczanie rzek.
Drugim powodem jest przestrzenne retencjonowanie wody przez mokradła. - Retencjonowanie wody w zbiornikach nie zdaje egzaminu. Te zbiorniki w skali całego krajobrazu, szczególnie na nizinach, niczego dobrego nam nie dają – podkreślił hydrolog. Za przykład podał zbiornik zaporowy Siemianówka wybudowany 30 lat temu na Narwi, na Podlasiu.
– W tej chwili na Podlasiu tylko na Narwi poniżej Siemianówki występują niskie stany wody. Aby w warunkach wysokiego parowania utrzymać powierzchnię zbiornika, znaczna część wody zamiast zasilać Narew, jest w zbiorniku zatrzymywana. Wszystkie pozostałe rzeki, na których żadnych zbiorników nie ma, mają stany średnie i wysokie – wymieniał.
Inne nizinne, sztuczne zbiorniki wodne w Polsce również mają problemy z utrzymaniem właściwego napełnienia (na przykład Jez. Sulejowskie na Pilicy). Dzieje się tak, gdyż warunki, na które te zbiorniki były projektowane, znacząco odbiegały od współczesnych uwarunkowań hydrologiczno-meteorologicznych.
- Zatrzymanie wody w mokradłach i zasilenie lokalnych wód podziemnych to co innego. Ta woda dłużej z nami zostaje w krajobrazie i stopniowo odbudowuje zasoby wodne - wyjaśnił prof. Grygoruk.
Dodał, że jeśli myślimy poważnie o zwiększeniu potencjału produkcyjnego gleb, musimy akumulować w nich węgiel. – Jest to trzecia przyczyna, dla której musimy chronić i odtwarzać mokradła. Jedyną metodą podnoszenia ilości węgla w glebach organicznych jest podnoszenie zwierciadła wody. To sprawia, że węgiel w procesie torfotwórczym zostaje uwięziony w glebie i nie trafia do atmosfery – tłumaczył specjalista.
Jak mówił, nie chodzi tu o żadne zalewanie użytków zielonych. Dawne podręczniki do melioracji wskazywały na konieczność obniżenia zwierciadła wody do 60 cm pod terenem, aby móc te gleby rozsądnie użytkować. Dziś natomiast – podkreśla Grygoruk – mamy problem, aby na niezmeliorowanych mokradłach podnieść zwierciadło wody do tego poziomu. Nie ma więc mowy o zalewaniu.
W jego ocenie decydenci powinni poważnie podejść do ochrony mokradeł i terenów bagiennych i opracować system dopłat dla rolników za trzymanie wysokich poziomów wody na terenach potorfowych. - Gdyby rolnicy dostawali rzeczywiście tyle dopłat na akumulację węgla i wody w glebie, ile to jest warte, czyli około 3,5 tys. do 4 tys. zł na hektar rocznie, to wszystkim opłacałoby się na tych takich terenach retencjonować wodę i dbać o wysokie stany wód podziemnych – powiedział.
Do innych potrzebnych działań prof. Grygoruk zaliczył ocenę wszystkich zbiorników retencyjnych pod kątem tego, czy spełniają swoją funkcję i czy są potrzebne. – Mamy bardzo dużo zbiorników, które w znikomym stopniu realizują przewidziane dla nich niegdyś zadania. Koszty ich utrzymania przewyższają korzyści, jakie dają dla zlewni, w których się znajdują. Tak samo trzeba ocenić systemy melioracyjne – czy są dobrze zbudowane i czy są potrzebne wszędzie – wymieniał specjalista.
W podobnym duchu Grygoruk wskazał na szybko powstające w Polsce stawy i zbiorniki, które stają się „parownikami”. – Takie zbiorniki mają sens jedynie wtedy, gdy zatrzymują wodę spływającą np. z dachu i ją rozsączają, kierując do wód podziemnych.
- Ale oczywiście możemy tego wszystkiego nie robić. Możemy dalej kopać stawy i wykładać je folią, aby woda nie wsiąkała, budować kolejne zbiorniki o średniej głębokości 1,5 m tworząc wizje redukowania za pomocą takich budowli ryzyka powodzi i suszy. Możemy kopać systemy melioracyjne bez urządzeń piętrzących. Możemy między dwa zbiorniki retencyjne wcisnąć trzeci, w imię „rozwoju” i „ochrony”. Miejmy tylko później odwagę napisać to na kartce i się pod tym podpisać. Bo za 30 lat nasze dzieci i wnuki będą nas pytać, czy nikt nie mówił, żeby zmienić gospodarowanie wodami. I wtedy chciałbym, żeby ktoś tę kartkę z podpisami odpowiedzialnych za kryzysy wodny pokazał społeczeństwu - mówił prof. Grygoruk.
- Chciałbym też, by nasze dzieci i wnuki wiedziały, że wskazywano równocześnie nieskuteczność nizinnych zbiorników retencyjnych w ograniczaniu ryzyka powodzi i suszy czy bezsens zbiorników „małej retencji” budowanych przez przegrodzenie rzeki. Że mówiono, że sięganie po coraz głębsze wody podziemne jest ryzykowne i pozbawia nas w dłuższej perspektywie strategicznych zasobów. Że w końcu mówiono, że trzeba na nowo zdefiniować rozwiązania wodnogospodarcze, które – zaplanowane pół wieku temu – nie spełniają już żadnej ze swoich zakładanych funkcji – podsumował prof. Grygoruk.
Joanna Morga (PAP)
jjj/ bar/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.