Każdy incydent z udziałem dzikich zwierząt staje się dla części polityków impulsem do budowania popularności, a dla lobby łowieckiego okazją do narzucania własnych racji - przyznają eksperci. Według nich odstrzał, choć może wydawać się rozwiązaniem skutecznym, odsuwa tylko problem w czasie.
W polskiej przestrzeni informacyjnej w latach 2024–2026 prowadzona była operacja mająca wpływać na postrzeganie niedźwiedzia brunatnego i wilka szarego jako zagrożenia dla człowieka – ustaliła Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa − Państwowy Instytut Badawczy.
Analityczka Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK Katarzyna Lipka przyznała w rozmowie z PAP, że operacja ta jest prowadzona przez osoby oraz organizacje powiązane ze środowiskiem łowieckim. - Jej celem może być budowanie społecznego przyzwolenia na redukcję populacji zwierząt, w szczególności gatunków chronionych - głównie wilka i niedźwiedzia - oraz przygotowanie gruntu pod decyzje polityczne zgodne z interesem grup lobbingowych – wyjaśniła.
Zwróciła uwagę, że w sieci aktywne są konta użytkowników, których głównym obszarem działania jest wprowadzanie do przestrzeni internetowej narracji kognitywnych na temat dużych drapieżników. Konta te publikują na przykład liczne zdjęcia wilków w pobliżu terenów zurbanizowanych, co ma wspierać narrację o rzekomej utracie ich naturalnego lęku przed ludźmi. Profile te nagłaśniają też przypadki spotkań z dużym drapieżnikiem, dramatyzując ich opis i przedstawiając jako atak zwierzęcia na człowieka.
Dużą rolę w tym przypadku odgrywa lokalna prasa, która nagłaśnia krążące w sieci opisy przypadków, często bez weryfikacji, a w pogoni za wyświetleniami nadaje im emocjonalne nagłówki. – Doniesienia te następnie powielane są przez media ogólnokrajowe. W momencie gdy informacje te zostaną zweryfikowane przez odpowiednie służby, mało która redakcja podejmuje się korekty czy usunięcia pierwotnych artykułów, a tylko nieliczne informują o ostatecznych wynikach dochodzenia – wskazała ekspertka.
Z analizy przeprowadzonej przez NASK wynika, że od stycznia 2024 r. do czerwca 2026 r. w mediach tradycyjnych i społecznościowych pojawiło się 28,7 tys. wzmianek o wilkach i 607 o niedźwiedziach.
Jak wskazała NASK, większość nagłaśnianych incydentów okazała się nieprawdziwa lub wynikała z błędnej interpretacji zdarzeń; na przykład dotyczący śmierci mężczyzny w Kajkowie (woj. warmińsko-mazurskie) w marcu 2024 r. - policja i prokuratura nie powiązały tego zdarzenia z atakiem wilków.
Z kolei niedźwiedź brunatny, według NASK, był przedstawiany w mediach społecznościowych jako nieobliczalny drapieżnik, który zasmakował w ludzkiej krwi. Autorzy tych publikacji przywoływali śmiertelny atak na kobietę w Płonnej w kwietniu 2026 r. oraz dwa przypadki ataków na mężczyzn w Bieszczadach – w Kulasznem (w kwietniu ub.r.) i Kalnicy (w marcu br.).
Według Katarzyny Lipki dezinformacja wymierzona w wilki jest obecna w sieci od wielu lat. Z kolei ubiegłoroczna wzmożona intensywność debaty wokół niedźwiedzi była w dużej mierze następstwem wydarzeń ze Słowenii i Słowacji, gdzie doszło do ataków tych zwierząt na człowieka. – Oba przypadki wzbudziły debatę dotyczącą odstrzału niedźwiedzi, co było szeroko komentowane w portalach społecznościowych, również w Polsce. Z kolei w lipcu ub.r. mieliśmy do czynienia z trzema problematycznymi niedźwiedziami w gminie Cisna. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydawała wtedy zgodę na odstrzał trzech osobników, w sytuacji zagrożenia życia – przypomniała Lipka.
Po protestach aktywistów, m.in. z grupy „Inicjatywa Dzikie Karpaty”, na wniosek wójta gminy Cisna zgoda na odstrzał została wycofana.
Specjalistka NASK zaznaczyła, że w 2025 r. Związek Zawodowy „Wspólna Sprawa” utworzył portal WilkAlert, a po tragicznym wydarzeniu w Płonnej powstał NiedźwiedźAlert. – Obie inicjatywy przedstawiane są jako oddolne i społecznościowe, jednak w rzeczywistości są ściśle związane ze środowiskiem łowieckim. Twórcy platform deklarują wysokie standardy weryfikacji zgłoszeń, jednak w praktyce widoczne są luki w postaci niskiej jakości lub nawet braku materiałów dowodowych oraz braku transparentności w oznaczaniu statusu zgłoszeń – podkreśliła Katarzyna Lipka. – Oprócz zniekształcania skali zjawiska, system może stawać się też narzędziem generowania niepotrzebnej paniki - dodała.
Istotnym elementem operacji było, jak ustaliła NASK, wykorzystywanie materiałów wygenerowanych za pomocą AI, np. przedstawiających wilka wybijającego szybę samochodu oraz niedźwiedzia zjadającego mężczyznę w stroju Świętego Mikołaja.
Dr Robert Maślak z Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody zwrócił w rozmowie z PAP uwagę na sondaże, z których wynika, że w znakomitej większości jesteśmy przeciwni fizycznej eliminacji nawet potencjalnie niebezpiecznych zwierząt.
– Jak pokazały dwa różne badania, jesteśmy dumni z tego, że na terenie Polski występują duże drapieżniki takie jak niedźwiedź, wilk czy ryś. W sondażu z 2022 r. ponad 90 proc. pytanych uznało, że niedźwiedź i ryś powinny być chronione, w przypadku wilka było to blisko 80 proc. Zarazem jednak się ich boimy – przypomniał ekspert.
Podobnie wygląda to według niego w przypadku dzików: boimy się ich, ale nie chcielibyśmy, żeby były zabijane. Wolelibyśmy, żeby w humanitarny sposób pozbywano się ich z miast. Wykazały to sondaże z 2026 roku; w badaniu przeprowadzonym przez United Survey 55 proc. opowiedziało się za przeżyciowymi metodami pozbywania się dzików z miast, a w przypadku badania na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna zrealizowanego dla Wirtualnej Polski odsetek respondentów będących za stosowaniem bezkrwawych metod sięgnął aż 69 proc.
Niemniej, zauważył rozmówca PAP, każdy incydent czy tragedia z udziałem dzikich zwierząt staje się dla części polityków impulsem do budowania popularności. - Strach politycznie się opłaca. Widać to na przykładzie posłów Bartosza Romowicza (Polska 2050 - PAP) i Andrzeja Zapałowskiego (Konfederacja - PAP). Tematy związane z dzikami i wilkami stały się głównym elementem ich aktywności – podkreślił ekspert.
Zdaniem Maślaka wkład w potęgowanie lęku przed dzikimi zwierzętami mają też lokalne samorządy na terenach, na których te gatunki występują. – Samorządowcy na Podkarpaciu odpowiadają za bezpieczeństwo ludzi, więc zaczęli podnosić krzyk, kiedy zdarzył się wypadek lub kiedy kilka niedźwiedzi zaczęło intensywnie korzystać ze śmietników i przychodzić do miast czy wsi w poszukiwaniu pokarmu. To po części próba zrzucenia z siebie winy – ocenił Maślak. Problem drapieżników nie pojawił się bowiem w tym roku, a jest głównie efektem kilkudziesięcioletnich zaniedbań w zakresie prowadzenia gospodarki przestrzennej i gospodarowania odpadami.
Na zmianę zachowania bieszczadzkich niedźwiedzi wpływa też, w opinii eksperta, intensywna gospodarka łowiecka i wynikająca z niej duża liczba nęcisk. W wyniku tego większość niedźwiedzi ma w swojej diecie przede wszystkim kukurydzę. W efekcie zwierzęta przyzwyczajają się do pokarmu pochodzenia antropogenicznego i są bardziej skłonne do przychodzenia do ludzkich osad w poszukiwaniu jedzenia.
Zarazem są w Polsce miejsca, przypomniał Maślak, w których ten problem nie występuje. W Tatrzańskim Parku Narodowym na przykład, gdzie jest 5 mln odwiedzających rocznie, niedźwiedzie żerują obok szlaków i nikomu nie wadzą, ponieważ na terenie parku stosuje się odpowiednie metody zapobiegania konfliktom.
W przypadku wilków jest podobnie – wskazał ekspert. Ekstremalnie rzadkie pogryzienia to wynik przyzwyczajenia tych zwierząt do człowieka. – Przypadek niegroźnego pogryzienia dwójki dzieci na Podkarpaciu w 2018 r. jest bardzo charakterystyczny. Młody, niespełna roczny wilk kręcił się w pobliżu kwater turystycznych, korzystając z resztek. Z czasem turyści zaczęli go karmić kanapkami i mięsem z grilla, żeby robić zdjęcia. Sfrustrowany brakiem karmienia zaatakował, próbując wymusić podanie jedzenia – relacjonował Maślak.
Zdaniem rozmówcy PAP wrażenie, że w niektórych rejonach duże drapieżniki są wszechobecne wynika z faktu, iż na platformach społecznościowych każde pojawienie się uwiecznionego telefonem niedźwiedzia na łące lub jego przejście przez drogę jest przedstawiane jako dramatyczna sytuacja i powód do natychmiastowej interwencji.
W ocenie Maślaka odstrzał drapieżników pozwala co prawda zbić kapitał polityczny, jednak rozwiązuje problem tylko na chwilę. W miejsce zabitych drapieżników przy niezabezpieczonych śmietnikach pojawią się kolejne osobniki. (PAP)
gru/ pś/ bar/ bst/ js/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.