Na polskich drogach giną przedstawiciele ponad połowy gatunków kręgowców lądowych występujących w kraju. Wśród ofiar są zarówno pospolite jeże, kosy czy zaskrońce, jak i rzadkie i zagrożone gatunki, takie jak żółw błotny, ryś czy wąż Eskulapa - wynika z badań opublikowanych w „Scientific Reports”.
- To jeden z większych, globalnych problemów dotyczących koegzystencji człowieka i przyrody. Drogi są dla nas ogromnym udogodnieniem, bo pozwalają szybko się przemieszczać, ale dla dzikich zwierząt są poważnym zagrożeniem. I wciąż właściwie nie wiemy, jak skutecznie ten problem rozwiązać - powiedział w rozmowie z PAP dr hab. Andrzej Wuczyński, prof. Instytutu Ochrony Przyrody PAN.
Prof. Wuczyński jest współautorem pierwszego całościowego podsumowania śmiertelności dzikich zwierząt - ssaków, ptaków, płazów i gadów - na polskich drogach. Wraz ze współpracownikami opublikował je w czasopiśmie „Scientific Reports”.
Badacze przeanalizowali dane z Ogólnopolskiego Rejestru Kolizji Drogowych ze Zwierzętami, czyli portalu internetowego znanego jako „Zwierzęta na Drodze” (https://zwierzetanadrodze.pl). Jest to ogólnopolska baza, do której wolontariusze zgłaszają znalezione na drogach, martwe zwierzęta, podając m.in. gatunek, miejsce i dalsze szczegóły zdarzenia.
Łącznie wykorzystano 19 tys. obserwacji dokonanych przez 412 osób w latach 2000-2022. Jak podkreślił prof. Wuczyński, ponieważ jedno zgłoszenie mogło obejmować kilka lub nawet kilkaset martwych zwierząt, w sumie wyniki dotyczyły prawie 29 tys. osobników.
Wśród zarejestrowanych ofiar naukowcy rozpoznali 205 gatunków, co stanowi ok. 55 proc. krajowych kręgowców lądowych. Największy odsetek dotyczył płazów – na drogach znaleziono przedstawicieli ponad 77 proc. występujących w Polsce gatunków tej grupy. W przypadku ssaków i ptaków gniazdujących w Polsce było to po ok. 50 proc.
Ginęły również zwierzęta rzadkie i zagrożone, m.in. żubr, niedźwiedź brunatny, sokół wędrowny, salamandra plamista, żółw błotny i wąż Eskulapa.
- Wykazaliśmy, że wśród ofiar było 55 proc. krajowej fauny lądowej, ale mamy świadomość, że to i tak jest tylko część rzeczywistej śmiertelności. Opieramy się na nauce obywatelskiej, a nie systematycznym przeszukiwaniu dróg, więc nie jesteśmy w stanie zarejestrować wszystkich zwierząt, które giną - zaznaczył prof. Wuczyński.
Pod względem liczby zabitych osobników najwięcej było ssaków i płazów, następnie ptaków i gadów. Liczebność tych gromad układała się mniej więcej w proporcji 8:8:5:1.
Ekspert wyjaśnił, że wynik ten trzeba jednak interpretować ostrożnie, ponieważ nie wszystkie martwe zwierzęta są równie łatwe do zarejestrowania. Liczba zgłoszeń rosła wraz z masą ciała zwierzęcia oraz czasem pozostawania zwłok na drodze. - Duże zwierzę jest po prostu łatwiejsze do zauważenia, a jego ciało zwykle pozostaje widoczne dłużej niż ciało niewielkiego gryzonia, płaza czy ptaka - powiedział prof. Wuczyński.
Ciekawym wnioskiem było również to, że liczba ofiar nie zależy od liczebności i rozprzestrzenienia danego gatunku. Jako przykład prof. Wuczyński podał skowronka – mimo że jest najliczniejszym ptakiem w Polsce, w bazie odnotowano zaledwie kilkanaście przypadków jego śmierci na drogach.
- Skowronki to wyspecjalizowane ptaki polne, unikają dróg i latają raczej wysoko, więc giną nieproporcjonalnie rzadziej niż wynikałoby z ich liczebności. Są natomiast gatunki podatne na kolizje, które w zgłoszeniach pojawiają się regularnie. Tak jest np. z rudzikiem, który należy do tzw. gatunków dna lasu i chętnie przemieszcza się nisko między krzewami - również tymi porastającymi pobocza dróg - wyjaśnił naukowiec.
Jak dodał, smutnym odkryciem portalu „Zwierzęta na Drodze” było stwierdzenie niezwykle wysokiej śmiertelności ptaków, właśnie zwłaszcza rudzików, na ruchliwej drodze wojewódzkiej biegnącej wzdłuż Półwyspu Helskiego. - W okresach migracji wiosennej i jesiennej ten wąski, zalesiony pas lądu gromadzi miliony wędrujących ptaków, nieświadomych zagrożenia, jakie stanowi droga. Pojedyncza kwietniowa kontrola odcinka między Chałupami a Kuźnicą wykazała aż 110 martwych rudzików, trzy bogatki i trzy strzyżyki. Trudno sobie wyobrazić, ile ptaków ginie rocznie w tym specyficznym miejscu - podkreślił.
Wśród ssaków jednymi z najczęstszych ofiar samochodów są w Polsce jeże. - Ich strategia obronna, czyli zwijanie się w kulkę, na drodze staje się pułapką - powiedział prof. Wuczyński.
Badacz zaznaczył również, że bardzo dużym problemem polskich dróg jest śmiertelność płazów podczas sezonowych migracji. W krótkim okresie od marca do kwietnia na odcinkach dróg przecinających trasy migracji płazów giną setki osobników. Spośród 20 zgłoszeń portalu, obejmujących co najmniej 100 martwych zwierząt naraz, aż 19 dotyczyło właśnie ich - przede wszystkim ropuchy szarej. Gatunek ten odpowiadał zresztą za blisko 80 proc. wszystkich zabitych płazów. Wśród gadów równie wyraźnie dominowały zaskrońce, które także stanowiły prawie 80 proc. ofiar.
- Zaskrońce są szczególnie częstymi ofiarami ruchu drogowego, ponieważ wychodzą na rozgrzane szosy w celach termoregulacyjnych, a często także nieruchomieją w przypadku zagrożenia, podobnie jak jeże. Na drogach przecinających obszary wilgotne i podmokłe, stanowiące główne ostoje zaskrońców, giną ich setki, a nawet tysiące. Smutne statystyki przywołane w publikacji dotyczą np. Doliny Baryczy, Pilicy czy mokradeł Biebrzańskiego Parku Narodowego - wytłumaczył biolog z IOP PAN.
Jego zdaniem takie obserwacje są ważne również dlatego, że pochodzą z obszarów objętych różną formą ochrony prawnej: ostoi Natura 2000, rezerwatów przyrody, parków narodowych. - Udokumentowaliśmy przykry fakt, że samo objęcie terenu ochroną nie zabezpiecza zwierząt przed skutkami przecinających go dróg. To jeden ze słabych punktów obecnego systemu ochrony przyrody, znany zresztą na całym świecie - stwierdził.
Autor zaznaczył także, że zaprezentowane dane z bazy „Zwierzęta na Drodze” pokazują niewielki ułamek zjawiska. Rzeczywista liczba zwierząt ginących na drogach w Polsce jest wprawdzie nieznana, wiadomo jednak, że jest ogromna. - W milionach podawane są szacunki z innych krajów, np. roczna śmiertelność samych ptaków w Belgii oceniana jest na cztery miliony, w Kanadzie na 13 milionów, a w USA na 89-340 milionów. Nie ma powodu przypuszczać, że inaczej jest w Polsce. Na tle Europy jesteśmy krajem dużym i o wielkich zasobach bioróżnorodności, więc i skalę śmiertelności drogowej zwierząt trudno przeszacować - powiedział naukowiec.
Wytłumaczył, że trudność w dokonywaniu tego typu ocen wynika m.in. z braku ogólnokrajowego systemu gromadzenia szczegółowych informacji o wypadkach z udziałem kręgowców ze wszystkich grup taksonomicznych. Rolę taką spełnia w Polsce tylko portal „Zwierzęta na Drodze”, jego ograniczeniem jest jednak niesystematyczny sposób gromadzenia danych - trudno ocenić, jaki odsetek ofiar rejestrują wolontariusze. Ponadto istnieją bazy lokalne, prowadzone przez niektóre jednostki badawcze lub parki narodowe, a także dwa ważne systemy rządowe, realizowane przez Policję oraz Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.
- Zasoby tych ostatnich są imponujące, mają jednak nieuchronne ograniczenia: skupiają się na zdarzeniach z udziałem większych zwierząt, w których doszło do uszkodzenia pojazdów lub obrażeń ludzi. Nie dokumentują śmiertelności płazów, ptaków czy drobnych ssaków. Ponadto, baza policyjna w ogóle nie odnotowuje gatunku zwierzęcia, zaś baza GDDKiA dotyczy tylko dróg krajowych - wyjaśnił prof. Wuczyński.
- A przecież ponad 90 proc. polskich dróg stanowią inne drogi: wojewódzkie, powiatowe, gminne. I to na nich ginie większość zwierząt w Polsce - zauważył.
Dlatego badacze postulują stworzenie ogólnopolskiego systemu monitoringu, w którym wybrane odcinki dróg byłyby regularnie kontrolowane przez przeszkolonych wolontariuszy. Szukaliby oni wszystkich martwych zwierząt i zapisywali m.in. gatunek, miejsce znalezienia, długość skontrolowanej trasy oraz czas obserwacji. Dzięki temu można byłoby obliczyć przeciętną śmiertelność zwierząt na kilometr drogi, porównywać zjawisko w różnych miejscach i dokonywać ocen ogólnokrajowych.
Nadrzędnym celem - zdaniem eksperta - nie jest jednak liczenie ofiar, ale poszukiwanie metod zapobiegania kolizji. Jest to jednak wielkim wyzwaniem, które na razie, nie tylko w Polsce, pozostaje bez dobrego rozwiązania. Lokalnie sprawdzają się przejścia dla zwierząt, np. tunele podziemne z płotkami naprowadzającymi dla płazów, jednak buduje się je głównie przy nowych inwestycjach drogowych.
- Te przejścia są pomocne, ale wciąż nieliczne. Na wielu bocznych drogach przecinających siedliska płazów, takich zabezpieczeń nie ma - powiedział biolog.
Dla dużych zwierząt buduje się przejścia nad drogami, jednak ze względu na ogromny koszt powstają one tylko w wybranych, nielicznych lokalizacjach. Skuteczne w zapobieganiu kolizji z dużymi ssakami jest także grodzenie dróg, jego poważną wadą jest jednak tworzenie barier i dzielenie populacji zwierząt.
- Nie możemy całej Polski obstawić płotkami i przejściami dla zwierząt, ani też ogrodzić wszystkich dróg. Jest to niewykonalne, zresztą nie zabezpieczałoby ptaków, nietoperzy czy drobnych gatunków. Ci nasi „mali bracia” giną przecież najliczniej i w ciszy. Problem kolizji drogowych ze zwierzętami pozostaje więc otwarty - podsumował prof. Wuczyński.
Katarzyna Czechowicz (PAP)
kap/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.