Chociaż nazwisko Francisa Halzena nie pojawiało się wśród kandydatów do Nobla z fizyki, to nagroda jest jak najbardziej zasłużona. Przyznano ją za dokonania stosunkowo niedawne, odnoszące się do podstaw fizyki - ocenił w rozmowie z PAP dr hab. Dariusz Kajewski, prof. Uniwersytetu Śląskiego.
Tegorocznym zdobywcą Nagrody Nobla z fizyki został belgijski fizyk Francis Halzen. Komitet Noblowski docenił go za „kluczowy wkład w powstanie detektora IceCube Neutrino Observatory i odkrycie neutrin wysokich energii pochodzenia astrofizycznego”. Laureat zaobserwował, że lód na biegunie południowym można wykorzystać do śledzenia cząstek zwanych neutrinami. Jego prace pozwoliły zaobserwować pierwsze wysokoenergetyczne neutrino z nieznanych źródeł pozagalaktycznych i dały podwaliny astronomii cząstek.

- Uznanie wkładu Francisa Halzena w fizykę i w naukę jest niebywałe. To jest naprawdę niespotykane ostatnimi czasy, żeby jedna osoba dostała Nagrodę Nobla. Zazwyczaj ta nagroda jest dzielona i to dość często między trzy osoby. Chociaż nazwisko laureata nie pojawiało się wśród kandydatów, to nagroda jest jak najbardziej zasłużona - powiedział PAP dr hab. Dariusz Kajewski, profesor Uniwersytetu Śląskiego.
Zwrócił uwagę, że Nobla przyznano za dokonania stosunkowo młode. Halzen po raz pierwszy przedstawił swoją wizję wykrywania neutrin na biegunie południowym w 1988 roku. Jednak prace nad obserwatorium IceCube rozpoczęto w 2004 roku.
- Już w 2005 pierwsze sygnały były rejestrowane, a tak naprawdę w pełni to urządzenie zaczęło pracować w 2011 roku. To też jest dość niesłychane, żeby po tak krótkim czasie przyznać Nobla. Trzeba było naprawdę mieć pomysł na to, w jaki sposób zbadać coś, co nie ma ochoty oddziaływać z materią. Jest to więc naprawdę ogromne osiągnięcie, które rozwija zupełnie nową dziedzinę teleskopii i teleskopów obserwujących cząstki - ocenił rozmówca PAP.
Nagrodzone Noblem badania nad neutrinami dotyczą podstaw fizyki, szukają odpowiedzi na pytania: jak neutrina powstają w gwiazdach, skąd one przybywają, kiedy one powstają. - Proszę pamiętać, że wraz z badaniami podstawowymi wokół nich musi rozwijać się technologia, którą w przyszłości możemy także wykorzystywać. W tym przypadku są to detektory, które badają bardzo delikatne impulsy świetlne - wyjaśnił prof. Kajewski.
Neutrina - jak wskazał - to niesłychanie lekkie i przenikliwe cząstki. Przez każdego z nas w tej chwili przenikają ich biliony, przy czym my nawet tego nie czujemy. - One bardzo słabo oddziałują z materią. Przylatują na wskroś Ziemi. Problem polegał więc na tym, jak je można zaobserwować. Francis Halzen wymyślił takie bardzo sprytne urządzenie, które umieszczono bardzo głęboko pod ziemią, pod lodem tak naprawdę, na biegunie południowym. Tam znalazły się detektory, które rejestrowały bardzo słabe błyski światła, powstające właśnie wtedy, gdy neutrino jednak zacznie oddziaływać z materią - opisał prof. Kajewski.
Oddzielenie szumów aparaturowych od autentycznego impulsu świetlnego - jak powiedział - było dużym wyzwaniem. - Dlatego też trzeba było umieścić detektory bardzo głęboko pod powierzchnią lodu, który na biegunie południowym jest krystalicznie czysty, a więc nie wprowadza żadnych dodatkowych zaburzeń sygnału. To bardzo czuły, wysublimowany sprzęt - podkreślił.
Ewelina Krajczyńska-Wujec (PAP)
ekr/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.